Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Piotr Marian Śliwiński (ur. 2 lutego 1962 w Ostrowie Wielkopolskim) – polski krytyk literacki, badacz polskiej poezji współczesnej, nauczyciel akademicki i profesor nauk humanistycznych. COCONUT MILK. MICHAEL JORDAN. 799,00zł 699,00zł. NIKE AIR JORDAN 1 RETRO HIGH ELEMENT GORE-TEX BLACK PARTICLE GREY. BLACK PARTICLE GREY. MICHAEL JORDAN. 1099,00zł 999,00zł. NIKE AIR JORDAN 1 RETRO MID SE WMNS PARTICLE GREY. PARTICLE GREY. Kolejny odcinek "Z o. Jordanem przez kratki - czyli o spowiedzi na spokojnie". Znakomity spowiednik, kapucyn, o. Piotr Jordan Śliwiński oswaja z konfesjonałem. Ekspresyjnie i treściwie odpowiada na pytania o grzech i obłudę, pokorę i sumienie, spowiedź i pokutę. Skrupulant to ktoś, kto jest szczególnie wrażliwy w swoim sumieniu. Ryngraf to epopeja powstańcza, w której pojawiają się piękna i tragiczna miłość, ciemna intryga i zamach na Kościuszkę, a obok postaci fikcyjnych występuje cała plejada historycznych, z królem Stanisławem Augustem, księciem Józefem, księdzem Kołłątajem, pułkownikiem Kilińskim czy feldmarszałkiem Suworowem. Każdą stroną Kościół parafialny podczas mszy żałobnej szczelnie wypełniał tłum ludzi, którzy przyszli modlić się za zmarłego ojca Piotra Matejskiego. Potem towarzyszyli mu w ostatniej drodze na Cmentarz św. Heleny, gdzie znajduje się grobowiec oo. Jezuitów. mimpi suami minta cerai tapi istri menolak. O tym, jakim spowiednikiem był o. Pio, opowiada o. Piotr Jordan Śliwiński OFM Cap. Marcin Jakimowicz: Ojciec Pio potrafił odczytać intencje penitenta? Ojciec Piotr Jordan Śliwiński: Potrafił. Miał dar wglądu w sumienia. Zdarzało się, że gdy penitent zapomniał o wyznaniu jakiegoś grzechu albo chciał coś zataić przed spowiednikiem, słyszał: „A tego grzechu mi nie powiesz?”. Jest wiele takich udokumentowanych historii. Mało komfortowa sytuacja dla penitenta. Czuje się prześwietlony na wylot. Jak w pokoju zwierzeń w „Big Brotherze”… I równie mało komfortowa sytuacja dla spowiednika. {BODY:BBC} (śmiech){/BODY:BBC} Wiesz, że reprezentujesz w konfesjonale samego Boga, a ktoś próbuje oszukać Najwyższego. Możesz zadać pytanie: „Człowieku, do kogo tyś tu przyszedł? Do słynnego spowiednika czy do samego Boga?”. „Ojciec Pio był bardzo wymagający – opowiadał o. Marciano Morra, który go znał. – Nie znosił ludzi, którzy przychodzili do niego jedynie z ciekawości”. „Nie znosił ludzi…” to chyba za dużo powiedziane. Na pewno nie znosił haseł: „Ooo, to ten słynny ojciec Pio!”. Reagował na to niezwykle alergicznie. Nie dotyczyło to tylko spowiedzi. Ostro traktował również gapiów, którzy przyszli pooglądać jego stygmaty. Jest sfilmowana mocna scena, gdy o. Pio odgania ciekawskich, chcących go dotknąć, cingulum, czyli sznurem, którym był przepasany. Przez cały czas starał się zachować dystans, robił wszystko, by nie przesłonić ludziom samego Chrystusa. Giovanni di Prato, znany włoski antyklerykał, poprosił o. Pio o spowiedź. „Wynoś się!” – usłyszał. Komunista był uparty: „Nie!”. „Albo ty stąd wyjdziesz, albo ja” – odpowiedział kapucyn, a ponieważ di Prato się nie ruszył, o. Pio wstał i wyszedł z konfesjonału. Stygmatyk był stanowczy, uparty, ale był też, pamiętajmy, Włochem! Z całym temperamentem, jakim Bóg obdarzył tę nację. Trafił Włoch na Włocha, a to zawsze jest mieszanka wybuchowa. {BODY:BBC} (śmiech){/BODY:BBC} Ojciec Pio korzystał z nadzwyczajnych darów i jeśli poznał, że penitent nie przyszedł po to, by wyznać grzechy, reagował niezwykle stanowczo. Kiedy był młodszy, spo­wiadał cały dzień. Potem zredukował ten czas z 17 do 10 godzin dziennie – opowiadali współbracia. Kiedy miał czas na modlitwę? Miał czas i na modlitwę, i na rozmowy z braćmi, i na rekreację. Choć rzeczywiście został zapamiętany jako człowiek konfesjonału. Spowiadał krótko. Udzielał zwięzłych, prostych, kilkuzdaniowych rad duchowych. To nie były długie, wylewne porady. Konkret. „By u niego wyznać grzechy, trzeba było załatwić w biurze spowiedzi bilet – wspominał jego sekretarz. – Do konfesjonału stały dwie kolejki: jedna przybyszów z daleka, druga wieśniaków z okolicy, tzw. dzieci duchowych o Pio”. Bardzo szczególnie traktował swe duchowe dzieci. Szczególnie, co nie znaczy z taryfą ulgową. Prowadził je w wierze, stawiał jasne, konkretne wymagania. W San Giovanni Rotondo rozmawiałem z kilkoma takimi osobami. Ojciec Pio był konkretny do bólu. Do historii przeszła opowieść jednego z penitentów. Jego problemem było to, że straszliwie krzyczał na swą matkę. Ojciec Pio tłumaczył mu, jak ma sobie z tym poradzić, ale gdy pewnego dnia ten człowiek znów urządził matce awanturę, o. Pio zjawił się obok niego (skorzystał z daru bilokacji) i, nie owijając w bawełnę, dał mu w pysk. A gdy potem spotkali się w klasztorze, rzucił: „Na drugi raz dostaniesz jeszcze mocniej”. Sam podobno krzyczał, był niezwykle impulsywny… A potem, o czym niewiele się mówi, długo pokutował! Pamiętam spotkanie grup o. Pio z o. Morrą: „Kim był o. Pio?” – zapytał jego sekretarz. „Stygmatykiem”, „świętym”, „mistykiem” – padały odpowiedzi. „W pierwszym rzędzie grzesznikiem!” – odparł kapucyn. „Ciągle się nawracał”. Zdarzało mu się tracić cierpliwość i krzyczeć na penitenta, a potem przez pół nocy leżeć krzyżem i za tę osobę się modlić! Prosił wówczas, by jego zachowanie, ostre słowa nie zraziły tego człowieka do Kościoła, ale doprowadziły go do nawrócenia. Niewiele mówi się o tej stronie pokutnej… Jak spowiada się w San Giovanni Rotondo? Przesiedziałem w tamtejszych konfesjonałach dwa i pół miesiąca. Charakterystyczny obrazek? Długie kolejki do spowiedzi. Spotykasz mnóstwo ludzi, którzy nie zamierzali się wcale spowiadać, ale na miejscu poczuli taką potrzebę. Pamiętam osobę, która spowiadała się po… 70 latach. „Jestem przejazdem – opowiadała – i poczułam, że muszę podejść do konfesjonału”. Przeżyła spowiedź życia. Często penitenci opowiadali: „Czuję zapach fiołków, róż. Co to oznacza?”. Odpowiadałem: „Te wszystkie fiołkowe zapachy to mały pikuś. To nieważne. Istotne jest to, czy chcesz się nawrócić. Czy będziesz bardziej kochał Jezusa”. Nie wszyscy mieli takie intencje. Aleksander Wat wyszedł po rozmowie ze stygmatykiem wzburzony. Pisarz, poeta, filozof przyjechał schorowany wiosną 1957 roku. Szukał lekarstwa na ból. „Odepchnął mnie od konfesjonału z krzykiem, kiedy dowiedział się, że ani razu się nie spowiadałem. (…) Rzadko wdziałem dusze tak antychrystusowe jak osławiony padre Pio” – pisał rozgoryczony w „Moim wieku”. Musimy zrozumieć całą złożoność sytuacji. Wat nie potrafił poradzić sobie z zespołem bólu neurologicznego. Doprowadzał go do szaleństwa. Gdy znajomi załatwili mu „rękawiczkę” o. Pio, przykładał ją sobie do głowy, szukając recepty na ból. Troszkę na poziomie magicznym. Szukał ukojenia. Jego żona – Paulina Watowa (znana jako Ola) – nie do końca mogła zrozumieć tę sytuację: Aleksander, taki racjonalista, a przykłada sobie cuchnącą jodyną i krwią rękawiczkę. Wiemy, że spotkanie ze stygmatykiem było pełne napięć. Ojcu Pio, mówiłem już o tym, zależało na nawróceniu penitenta, skierowaniu jego wzroku w stronę Chrystusa. Pewnie stąd tak mocna reakcja… „Podczas rozgrzeszenia, gdy kreślił znak krzyża, trzęsła mu się ręka. Tak dobitnie wypowiadał: »Ja odpuszczam tobie grzechy«, że czuło się, iż faktycznie zdejmuje z człowieka ciężar” – opowiadali świadkowie. Czy to nie jest dorabianie pobożnej ideologii do tego gestu? Dobrze, że o to pytasz, bo wydaje mi się, że zbyt skupiamy się na cudownych spowiedziach u świętego z Pietrelciny, zapominając, że każda spowiedź jest cudowna. Ludzie szukają niezwykłości. A najbardziej niezwykłą rzeczą w spowiedzi (każdej, nie tylko u stygmatyka!!!) jest to, że kapłan wypowiada w imieniu Boga słowa: „Odpuszczam tobie grzechy”. Czego chcieć więcej? Jakich większych znaków mamy szukać? W San Giovanni Rotondo widziałem mnóstwo cudów. Ale nie tam, gdzie wszyscy. Nie w zapachach róż i fiołków, ale w spowiedziach po latach, w nawróceniach ludzi.• Opis Odkryj siłę dojrzałego rachunku sumienia Czujesz, że twój rachunek sumienia zatrzymał się na etapie dziecka i nie rośnie wraz z tobą? Nie wiesz, jak dojrzale się spowiadać? Męczy cię powtarzanie formuł, które wydają ci się nieadekwatne do twojej sytuacji i twojego wieku? Uważasz, że sakrament pokuty nic ci nie daje? Dowiedz się: Co tak naprawdę dzieje się podczas spowiedzi? Jak mentalnie przygotować się do sakramentu pokuty? Kiedy rzeczywiście mamy do czynienia z grzechem? Co zrobić z emocjonalnym brakiem żalu za grzechy? Przeczytaj tę książkę, a twoja spowiedź stanie się prawdziwym spotkaniem z Bogiem. Dodatkowo: praktyczny rachunek sumienia w punktach oraz modlitwa po spowiedzi. Piotr Jordan Śliwiński OFMCap - jeden z najpopularniejszych spowiedników w Polsce, autorytet księży oraz penitentów, kierownik duchowy osób konsekrowanych i świeckich, rekolekcjonista. Autor siedmiu książek oraz dwóch cykli programów telewizyjnych poświęconych spowiedzi: Duchowy oddział ratunkowy i Z ojcem Jordanem przez kratki. Mieszka w Skomielnej Czarnej niedaleko Krakowa. Przystanek spowiedź - Piotr Jordan Śliwiński OFMCap Podobno najłatwiej nawiązać kontakt z rodakami, gdy się narzeka. Coś w tym jest. Wystarczy jadąc pociągiem rzucić półgłosem niby do siebie, a w rzeczywistości do towarzyszy podróży: „Znowu się opóźnia”, a zaraz posypie się lawina żalów najpierw na koleje, potem na wszelkie inne instytucje społeczne. Dostanie się i rządowi, i Sejmowi, mediom, proboszczom i biskupom, a w końcu i innym grupom oraz instytucjom, w zależności od zainteresowań i doświadczeń podróżujących. Wśród tych wielu żalów i narzekań jedno, które wydaje się standardowe i tak oczywiste, że niemal nie zwraca się na nie uwagi: brak czasu. Na brak czasu, w domyśle – wolnego, uskarżają się wszyscy, nawet dzieci. Pewien młodzieniec w wieku mniej więcej pierwszokomunijnym wyjaśniał mi całkiem poważnie, że nie ma czasu, bo ma lekcje do odrobienia, dodatkowy język obcy, jazdę konną i coś tam jeszcze, czego nie zdołałem zapamiętać. Powinienem więc zrozumieć, że taki gentelman nie może już pozwolić sobie na dodatkowe szaleństwo przeczytania fragmentu Pisma Świętego. Czas dla wiary Zwykle właśnie na wszelkie działania związane z wiarą brakuje czasu. Okazuje się jednak, że w trakcie dłuższej i szczerej rozmowy wiele osób przyznaje, że pomimo chronicznego braku wolnego czasu, znajdują jego całkiem niemałe ułomki na śledzenie seriali w telewizji bądź regularne surfowanie po Internecie oraz wiele innych rozrywek. Trzeba jasno stwierdzić, że tejże rozrywki i odpoczynku bardzo potrzeba goniącemu człowiekowi („homo ledwo sapiący”) początku XXI wieku. Jednak brak czasu na spotkanie z Bogiem i uczestniczenie we wspólnocie wierzących to często wynik praktycznego uznania tych czynności za najmniej ważne w rozkładzie dnia, tygodnia, miesiąc i roku. Czasami postawa taka zdaje się być wezwaniem skierowanym do Boga: „Jeśli chcesz, abym miał czas dla Ciebie, to dołóż mi jeszcze kilkadziesiąt minut na dobę. Na inne sprawy znajdę czas sam”. Jest to tym bardziej smutne, że niejednokrotnie wiąże się z trwaniem w grzechu. Cóż, dla wielu chrześcijan głos sumienia, ból duszy jest mniej uciążliwy od choćby – bólu zęba czy niesprawnego samochodu. Gdy bowiem boli ząb lub nie funkcjonuje dobrze samochód, zwykle znajduje się czas na zaradzenie tym problemom. Wtedy wszystkie spotkania są do przełożenia, a zadania do odłożenia na później. A spowiedź się odkłada i odkłada. Im dłużej się ją odkłada, tym często trudniej się do niej wybrać. Kiedy wreszcie nastąpi ten moment, jest to np. Wielki Piątek lub Sobota, to są taaaakie kolejki, że w ogóle ochota do następnego spotkania w sakramencie pokuty i pojednania wyparowuje na długi czas. Jak rozwiązać ten problem? Spowiedź planowa Najprostszym rozwiązaniem wydaje się zaplanowanie spowiedzi jako np. comiesięcznego wydarzenia w swoim życiu. Jeśli znajdę stałego spowiednika, to będzie to łatwiejsze. Wiem, kiedy spowiada, w jakim miejscu, może nawet uda się umówić z nim na konkretną godzinę. Jeśli nie znalazłem jeszcze takiego kapłana, to ustalam odpowiedni czas i dowiaduję się o dyżury w konfesjonałach. Bogu dziękować – nie brakuje jeszcze w Polsce kapłanów, a więc generalnie nikt nad Wisłą i Wartą nie musi szukać spowiednika za siódmą górą i siódmą rzeką. Potem wpis do kalendarza lub do terminarz komórki, blackberry, komputera czy jakiegokolwiek innego elektronicznego cacka, i czas na spowiedź zarezerwowany. To proste rozwiązanie może jednak budzić wątpliwości. Pierwsza wydaje się oczywista. Czy takie rezerwowanie czasu na comiesięczną spowiedź nie zamazuje jej podstawowego sensu, jakim jest przywracanie komunii z Bogiem utraconej na skutek grzechu śmiertelnego? Może się przecież zdarzyć grzech ciężki parę dni po spowiedzi. Czy wtedy ma czekać długie tygodnie, aby pojednać się z Bogiem? Bynajmniej! W stanie grzechu nie należy trwać, ale postarać się jak najszybciej wykroić czas i dotrzeć do spowiedzi. Wyznaczony wcześniej termin spowiedzi może o tyle pomóc, że przynagla, aby poza ten dzień nie przekładać pojednania z Bogiem. Możliwa jest wszakże i sytuacja zgoła odwrotna – ktoś nie popełnił grzechu ciężkiego, regularnie uczestniczy we Mszy Świętej i przyjmuje Ciało Chrystusa. Czy wtedy też powinien regularnie się spowiadać? Czy sakrament pokuty i pojednania nie staje się wtedy pustym rytem? Bynajmniej! Sakrament jest zawsze spotkaniem z żyjącym i działającym Bogiem, który udziela swej łaski. Obok przebaczenia grzechów w sakramencie pokuty penitent otrzymuje także łaskę uczynkową, czyli pomoc daną przez Boga do trwania w dobrym, do spełniania dobrych czynów, do rozwoju duchowego. Sakrament pojednania i pokuty, obok przywracania jedności z Bogiem naruszonej przez grzech ciężki, ma też zadanie umacniania i pogłębiania tejże jedności. Gdy spowiadamy się z grzechów lekkich, spełnia on właśnie takie zadanie. Festina lente – spiesz się powoli Wyznaczenie terminu np. comiesięcznej spowiedzi nie oznacza jeszcze, że nie będzie ona odbywała się w pośpiechu. Wszak można wpaść jak burza do świątyni, przyklęknąć na półtorej minuty krótkiego pacierza i uznać się za przygotowanego do sakramentu. Potem spowiedź i w 15 minut po bólu… Owocne przeżycie spowiedzi wymaga jednak czasu – najpierw na rachunek sumienia. Nie chodzi tylko i wyłącznie o przypomnienie sobie pojedynczych grzechów, ale także o modlitewną refleksję nad swoim życiem. Przeglądam z Bogiem ostatni odcinek serialu pod tytułem „Moje życie”, zarejestrowany przez moją pamięć. Obok grzechów odnajdę w nim i dobre czyny, momenty święte, radosne, za które trzeba wielbić Boga i warto to uczynić. Zaś grzechy nie tylko zebrać, posegregować, ale także zastanowić się nad ich źródłem oraz nad możliwym remedium. Przeproszenie – żal za grzechy, ma się łączyć z postanowieniem poprawy. Warto także ustalić jakiś centralny kierunek pracy nad sobą. Jeśli mamy z tym problem, poprośmy o radę spowiednika. Po spowiedzi też warto się chwilę zatrzymać – podziękować Bogu za Jego miłosierdzie, może i za kapłana, przez którego posługę tego miłosierdzia doświadczyliśmy. Myślę, że dobrze jest zastanowić się nad wykonaniem zadośćuczynienia, a jeśli zdarza nam się o nim zapomnieć, to również zrobić stosowną notkę w przyrządach wspomagających naszą pamięć. Wszystkie te działania, akty penitenta, nie muszą być rozwlekłe i rozlazłe, ale domagają się chwili czasu. Starajmy się na rachunek sumienia przeznaczyć przynajmniej 15-20 minut czasu. Za dużo? Nie przesadzajmy - jeden odcinek serialu lub jedna połowa meczu piłkarskiego trwa czterdzieści parę minut. Przeżycie sakramentu pokuty i pojednania ma być duchowym przystankiem w codziennej gonitwie, przystankiem pozwalającym na spojrzenie z dystansem na codzienność, na ustaloną hierarchię wartości i ich ewangeliczną rewizję. A jak w takim razie ze spowiedzią przedświąteczną? Przed Bożym Narodzeniem, Wielkanocą, różnymi świętami rodzinnymi pędzimy do spowiedzi. Z okazji ślubu, czasami już po fryzjerze, ba nawet w weselnym stroju, przybiegamy do kościoła zdenerwowani, że właśnie teraz nikt na nas nie czeka… Inny wariant to frustracja z powodu kolejki do spowiedzi przedświątecznej. Owszem, tak bywa… Ale tydzień wcześniej tych kolejek nie było, o ślubie krewnego wiedzieliśmy od paru miesięcy, o własnym tym bardziej. A zatem i w takich sytuacjach warto spowiedź zaplanować. Jeżeli wdrożyliśmy się w rytm regularnego korzystania z sakramentu pokuty, to święta niczego tutaj nie zmienią, może poza jakimś przesunięciem terminu o tydzień czy dwa. Wpisujmy zatem regularną spowiedź w program naszego życia, nie bójmy się tych duchowych przystanków. SPOWIEDŹ RAZ W ROKU? Problem rzadkiego przystępowania do sakramentów świętych nie jest nowy. Zauważając go Sobór Laterański IV w 1215 roku wydał rozporządzenie, znane dziś jako przykazanie kościelne, o obowiązku przynajmniej jednej spowiedzi i przyjęciu Komunii Świętej w ciągu roku. (W nowym brzmieniu są to dzisiaj dwa przykazania: 2. Przynajmniej raz w roku przystąpić do sakramentu pokuty; 3. Przynajmniej raz w roku, w okresie wielkanocnym, przyjąć Komunię Świętą). Ustalając to minimum, rozumiano, że bez niego trudno będzie chrześcijaninowi żyć wiarą. Kontekst tego soborowego postanowienia był jednak inny. W średniowieczu wielu uważało się za niegodnych przystępowania do Stołu Eucharystycznego, dziś wielu chrześcijan uznaje się niemal za niezdolnych do grzechu ciężkiego, więc nieraz bardzo długo przyjmuje Komunię św., nie spowiadając się. Oczywiście nie mam zamiaru osądzać kogokolwiek, co więcej, jestem głęboko przekonany, że życie w stanie łaski uświęcającej przez długi czas jest możliwe. Jednakże, aby rozwijać się duchowo, potrzebna jest formacja sumienia, które w niełatwym, zabieganym świecie musi ciągle uczyć się odróżniania dobra od zła, tego co Boże, od tego, co Bogu wrogie. Regularna spowiedź będzie bardzo w takiej formacji sumienia pomocna. Dobrze wyraził tę prawdę papież Pius XII w encyklice „Mystici Corporis”: „Do szybszego postępu na codziennej drodze cnoty jak najusilniej zalecamy pobożny zwyczaj, wprowadzony przez Kościół pod natchnieniem Ducha Świętego, to jest korzystanie z częstej spowiedzi, dzięki której wzrasta prawdziwe poznanie siebie, pogłębia się chrześcijańska pokora, bywa wykorzeniana przewrotność obyczajów, kładzie się kres niedbalstwu i duchowej ospałości, następuje oczyszczenie sumienia i umocnienie woli, korzysta się ze zbawiennego kierownictwa duchowego oraz dokonuje się wzrost łaski mocą samego sakramentu”. Ustalenie terminu spowiedzi przyda się więc i wtedy, gdy nie popełniamy grzechu ciężkiego. Warto dodać, że Kościół zachęca do regularnej spowiedzi, odbywanej w odstępie dwutygodniowym, tych, od których oczekuje szczególnie intensywnego życia duchowego – od kapłanów i osób konsekrowanych. Artykuł publikujemy dzieki uprzejmości Przewodnika Katolickiego nr 12/2009. liczba odsłon: 3874 | dodano: 2009-03-20 13:54:29 Komentarze Sklep Książki Religie i wyznania Inne Opis Opis Niezwykła rozmowa o pokusach, spowiedzi i grzechach w kratkęKto wymyślił spowiedź?Czym różni się spowiedź od psychoanalizy?Po co nam rachunek sumienia?Czy spowiedź może prowadzić do nerwicy?Długa kolejka do spowiedzi, nerwowe przestępowanie z nogi na nogę, liczenie grzechów w pamięci, pospieszne „klepanie formułek” i czekanie na to, kiedy spowiednik trzy razy zastuka w konfesjonał. To doświadczenia, które ma większość z nas. Ale czy spowiedź zawsze musi wyglądać w ten sposób? Ojciec Piotr Jordan Śliwiński, dyrektor krakowskiej Szkoły dla Spowiedników, pokazuje sakrament pojednania od zupełnie innej strony. Rozwiewa mity, tłumaczy nieporozumienia, wyjaśnia, czym jest istota dobrej spowiedzi, żalu za grzechy i pokuty. Ta niezwykła rozmowa pomoże każdemu, kto chce dobrze przygotować się do spowiedzi i dobrze ja zawiera także miniprzewodnik Spowiedź krok po kroku oraz dwa wzory rachunku sumienia. Dane szczegółowe Dane szczegółowe ID produktu: 1064026993 Tytuł: Grzechy w kratkę. O spowiedzi z ojcem Piotrem Jordanem Śliwińskim OFMCAP rozmawiają Elżbieta Kot i Dominika Kozłowska Autor: Śliwiński Piotr , Kozłowska Dominika , Kot Elżbieta Wydawnictwo: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak Język wydania: polski Język oryginału: polski Liczba stron: 312 Numer wydania: II Data premiery: 2013-02-20 Rok wydania: 2013 Forma: książka Indeks: 12480791 Recenzje Recenzje Śliwiński Piotr Kozłowska Dominika Inne z tego wydawnictwa Najczęściej kupowane Co jest ważne przy wyborze spowiednika? Jak rozpoznać, czy moja spowiedź u danego kapłana przynosi owoce w moim życiu? - odpowiada o. Piotr Jordan Śliwiński OFMCap Olaf Pietek: Jeżeli wierny decyduje się na przystąpienie do sakramentu pokuty i pojednania, to czym powinien się kierować przy wyborze spowiednika? Piotr Jordan Śliwiński OFMCap: Jak to przy "wyborze spowiednika"? Nie mogę stawiać przed sakramentem listy warunków do spełnienia przez księdza. W tym sakramencie to w ogóle nie jest ważne, czy ksiądz nam się spodoba czy nie spodoba, czy będzie z nim miło czy nieprzyjemnie. Może się okazać, że z jednym kapłanem spowiedź przybierze formę serdecznej, długiej rozmowy, a z drugim - jak to bywało ze świętymi, w tym z Ojcem Pio - że wypowie on tylko jedno zdanie, ale trafiające w samo sedno. To, czy spowiednik jest po ludzku sympatyczny, pozostaje na drugim planie. Najważniejsze jest to, czy moja spowiedź u danego kapłana przynosi owoce w moim życiu. Ale jak tę owocność ocenić? Całkiem prosto. Wystarczy sobie postawić pytanie, czy jego rady mi pomagają, czy jego nauki do mnie trafiają, czy po spowiedzi faktycznie chcę zmienić coś w swoim życiu. Owocem dobrej spowiedzi może być też doświadczenie szczególnego pokoju wewnętrznego. Pięknie Ojciec o tym mówi, ale jako wierni zwykle miewamy trudność z samym poczuciem, że jesteśmy zrozumiani przez spowiednika. Owocność duchowa to coś więcej. Oprócz zrozumienia, musi występować jakieś działanie: czy słowo usłyszane w konfesjonale wywołało jakiś skutek w moim życiu? Wiem, że niekiedy bywa wręcz przeciwnie. Słowo, gest czy postawa kapłana sprawiają, że człowiek się zamyka w sobie. W polskich warunkach można wtedy po prostu iść do innego spowiednika. Ale nie po to, by pewnych rzeczy unikać czy kogoś dyskredytować, lecz po to, by w tym sakramencie odkrywać to, co ważne. Jeżeli bowiem moim głównym wysiłkiem będzie przełamywanie się wobec księdza, to zapewne stracę z horyzontu podstawowy sens sakramentu: otwarcie na działającego Chrystusa. Co robić, gdy - co jest w Polsce powszechne - księża w konfesjonałach są anonimowi. Wciąż tylko w niewielu świątyniach są wywieszone informacje o dyżurujących spowiednikach. Nie wszystkie konfesjonały pozwalają zobaczyć, kto siedzi w środku. W efekcie większość ludzi trafia do kapłana do spowiedzi niczym w maszynie losującej. To też jest stresujące. Kiedy tak jest w jakiejś parafii, wierny zawsze ma szansę w kancelarii albo podczas wizyty duszpasterskiej, tak zwanej kolędy, przedstawić swoje oczekiwania dotyczące informacji o spowiedzi. To bardzo prosty i łatwy w realizacji postulat, by pojawiła się wywieszka z nazwiskiem spowiednika na konfesjonale. A już w najgorszym przypadku można zadzwonić na parafię i spytać, kiedy dany ksiądz spowiada. Fragment wywiadu pochodzi z książki: Spowiedź nie musi bardzo boleć Tworzymy dla Ciebie Tu możesz nas wesprzeć.

ojciec piotr jordan śliwiński gdzie spowiada